| To już 15 lat… (VIDEO) |
|
|
|
| Hokej | ||
| Autor Wojciech Pajestka | ||
| Sobota, 23. Styczeń 2010 15:19 | ||
|
Zginęły trzy osoby: Izabela Suska, Tomasz Och oraz zawodnik sanockiego klubu Piotr Milan. Chociaż od tamtego czasu minęło już 15 lat myślę, że warto przypomnieć tę historię i postać wspaniałego zawodnika i człowieka Piotra Milana. Czas mija nieubłaganie. Ci wszyscy dotknięci tragedią tamtego styczniowego poranka do dziś pamiętają tą sytuację, która wyryła się głęboko w ich sercach. Piotr Milan był jednym z najbardziej utalentowanych hokeistów STS-u. Mając zaledwie 16 lat zadebiutował w pierwszej drużynie Stali Sanok. Był zawodnikiem o niezwykłym charakterze, na lodzie pozostawiał całe swoje serce. To właśnie kłopoty zdrowotne związane z sercem zmusiły go do rezygnacji z gry w hokeja na jakiś czas. Jednak jego upór i zaangażowanie sprawiło, ze powrócił na lodowe tafle. Podczas studiów na krakowskiej AWF podjął grę Dim lights Embed Embed this video on your site Jeden z uczestników wydarzeń w Gniewoszówce Marek Pomykała tak wspominał tamtą historię: „W autokarze jechało 30 osób – 20 hokeistów, 2 trenerów, lekarz, pracownica klubu z 12-letnią córką i szwagierką, Iza – dziewczyna Rafała, Tomek – sympatyk drużyny zabrany z Krakowa, kierowca, no i ja. Siedziałem po prawej stronie przy oknie. Po kolacji w Przebieczanach ruszyliśmy w dalszą drogę. Włączyli jakiś film na video, w trakcie którego zasnąłem. Obudził mnie krzyk – odruchowo wyciągnąłem ręce przed siebie, choć jeszcze nie bardzo wiedziałem, co się dzieje. Potem był już tylko straszny huk tuczącego się szkła i zgniatanej blachy. Straciłem przytomność. Ocknąłem się już poza autobusem – nie pamiętam dobrze, czy sam się wyczołgałem przez rozbite okno, czy ktoś mnie wyciągnął. Usłyszałem płacz dziecka i jakiś głos uspokajający: „nie płacz, mama żyje”. Pozbierałem się z trudem. Czułem ból w klatce. Jarek krzyknął, że Piotrek jest zaklinowany – kilka osób pobiegło za lekarzem. Słyszałem, jak trener mówił Radwański, że czegoś nie da się zrobić, ale nie wiedziałem o co chodzi. Pojawili się jacyś ludzie. Ciągle nie bardzo wiedziałem, co się dzieje – byłem chyba w szoku.”
A tak wspominał tamto tragicznie zdarzenie w wypowiedzi dla Gazety Wyborczej Marcin Ćwikła: To był dla nas ogromny szok. Początkowo nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ktoś zginął. Razem z chłopakami próbowaliśmy przewrócić autobus na bok, jednak nie daliśmy rady. Gdy informacja o wypadku dotarła do Sanoka, wszyscy w mieście pogrążyli się w żałobie. Pamiętam doskonale moment w którym dowiedzieliśmy się w szkole o śmierci Piotrka. Płaczący na korytarzu ludzie, to widok który zapamiętam do końca życia. Wieczorem jako zawodnik Stali Sanok mieliśmy trening w ówczesnej Szkole Podstawowej nr 8 obecnej SP 4. Nie trenowaliśmy – nie byliśmy w stanie. Pogrzeb Piotrka odbył się 25 stycznia na cmentarzu przy ulicy Rymanowskiej. Żegnało go tysiące Sanoczan, delegacje klubów Polskiej Ligi Hokejowej, najwyższe władze sportowe. Na trumnie niesionej przez zawodników STS-u położono koszulkę z numerem 7, w której Piotrek grał, zdobywał gole i reprezentował Sanok na taflach lodowych całego kraju. W tym samym dniu odbył się pogrzeb drugiej ofiary wypadku Tomasza Ocha, dzień później pochowano Izabelę Suską. W styczniu 2009 roku z inicjatywy kibiców KH Sanok wg projektu Piotra Wacławskiego na sanockiej ARENIE pojawił się symbol, przypominający nam wszystkim tego wspaniałego człowieka – koszulka z numerem 7. To dowód naszej pamięci, pamięci która musi przetrwać wszystko, bo on na to zasłużył. "A Ty Piotrku miej głowę wysoko podniesioną i nie bój się burzy. Gdy burza zmierza ku końcowi, pojawia się złote niebo i słodka srebrna pieśń skowronka. Krocz poprzez wiatr, krocz poprzez deszcz i nawet jeśli Twoje marzenia zostaną odrzucone i rozwiane krocz, krocz dalej z nadzieją w sercu, a nigdy nie będziesz szedł sam…My będziemy z Tobą na zawsze!!!"
Hits: 334 Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
Musisz sie zalogowac aby dodac komentarz, zarejestruj sie jesli jeszcze nie masz konta
|
| Najnowsze artykuły |



23 stycznia 1995 roku w mroźny poranek kilkanaście kilometrów przed Sanokiem wydarzyła się tragedia, która na zawsze zapisała się w historii sanockiego hokeja i sanockiego sportu. Autokar wiozący hokeistów po meczu w Sosnowcu, trącony silnym podmuchem wiatru wpadł do głębokiego rowu.












